Lead: Hasło „gotowy biznes” działa na wyobraźnię, bo brzmi jak skrót: zamiast lat testów i budowania marki dostajesz rozpoznawalne logo, procedury i wsparcie. Tyle że w 2025 roku gotowość ma swoją cenę – i to nie tylko w kwocie na start, ale też w kosztach, które zaczynają „zjadać” budżet od pierwszego dnia. Żeby nie kupić marzenia, tylko policzalny model, trzeba rozumieć liczby: ile realnie kosztują różne typy franczyz w Polsce, gdzie ukrywa się największy próg finansowy i dlaczego w 2025 bardziej niż kiedykolwiek liczy się bufor na rozruch, a nie sama opłata wejściowa.
Dlaczego w 2025 roku „liczby” w franczyzie ważą więcej niż kiedyś
Rynek franczyzowy w Polsce jest bardzo szeroki: od modeli, które pozwalają zacząć z relatywnie małym kapitałem, po przedsięwzięcia, gdzie w grę wchodzą miliony. W 2025 roku rośnie znaczenie trzech kosztów, które działają jak twarda grawitacja na każdym biznesie stacjonarnym: praca, energia i koszty stałe (zwłaszcza lokal).
Po pierwsze, koszt pracy. Minimalne wynagrodzenie w 2025 roku to 4666 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa to 30,50 zł brutto. To nie jest abstrakcja – to podstawa, od której liczą się stawki na rynku, presja płacowa i realny koszt grafiku (zwłaszcza w handlu i gastronomii).
Po drugie, składki. ZUS w 2025 ma konkretne, oficjalnie ogłoszone wartości i grupy, które obejmują różne poziomy podstawy, co dla wielu mikroprzedsiębiorców jest stałym obciążeniem niezależnym od obrotu.
Po trzecie, energia. W wielu branżach (sklepy, gastronomia, punkty usługowe z urządzeniami) rachunki za prąd nie są „kosztem pobocznym”, tylko jedną z pozycji, która potrafi zmienić rentowność miesiąca – prognozy i widełki cen energii dla firm na 2025 bywają rozpięte, ale sam fakt wahań i ryzyka umownego jest w kalkulacji kluczowy.
To właśnie te trzy obszary powodują, że w 2025 „gotowy biznes” trzeba liczyć nie tylko jako koszt wejścia, ale jako koszt utrzymania i dojścia do stabilności.
Dwa zestawy liczb, które musisz znać: start i próg przetrwania
Jeśli chcesz zrozumieć koszty franczyzy, przestań pytać wyłącznie „ile kosztuje otwarcie?” i zacznij pytać „ile kosztuje utrzymanie do momentu, kiedy biznes sam się finansuje?”.
Koszt startu to wszystko, co płacisz, zanim sprzedasz pierwszemu klientowi: lokal (kaucja, czynsz, adaptacja), wyposażenie, zatowarowanie lub materiały, formalności, szkolenia, często także pierwsze wynagrodzenia.
Koszt przetrwania to kwota, która pozwala Ci przeżyć rozruch: pierwsze tygodnie, kiedy sprzedaż dopiero się buduje, a koszty stałe już działają. W praktyce różnica między osobą, która „ma franczyzę”, a osobą, która „utrzyma franczyzę”, leży w buforze na 3–6 miesięcy kosztów stałych. I to w 2025 roku jest często ważniejsze niż sama kwota inwestycji.
Franczyza niskokapitałowa: kiedy „gotowy biznes” zaczyna się od kilku tysięcy
Są modele, które kuszą niską barierą wejścia. Najczęściej wynika to z tego, że sieć bierze na siebie część inwestycji w lokal, wyposażenie albo zatowarowanie, a od Ciebie oczekuje określonego wkładu własnego i pracy operacyjnej.
Przykładem często przywoływanym w Polsce jest Żabka, która w materiałach edukacyjnych wskazuje wkład własny rzędu 5 tys. zł jako punkt startu. To jest liczba, która robi wrażenie, ale warto ją rozumieć właściwie: niski wkład własny nie oznacza niskich kosztów prowadzenia. Oznacza, że próg „wejścia” jest niższy, natomiast ciężar ekonomiczny przenosi się na koszty stałe, organizację pracy, wynik placówki oraz model rozliczeń i obowiązków.
W 2025 roku w takich franczyzach najczęściej „zjadają” budżet trzy rzeczy: grafiki (koszt pracy), czynsz i energia. I to właśnie dlatego, nawet jeśli wejście jest relatywnie dostępne, nie da się startować bez rezerwy – bo rozruch prawie nigdy nie jest idealny od pierwszego tygodnia.
W kontekście aktualizacji kosztów i tego, jak patrzeć na „gotowy biznes” bez różowych okularów, warto też podejrzeć przykłady i inspiracje (jako punkt odniesienia do myślenia o opłacalności), więcej informacji znajdziesz tutaj: https://lowicz24.eu/artykul/najlepszy-pomysl-na-n1791673
Franczyzy średniego kalibru: handel i usługi, gdzie budżet rośnie przez lokal
W wielu sieciach handlowych i usługowych to lokal jest największym generatorem kosztu. Czasem sama umowa franczyzowa nie jest ekstremalnie droga, ale standardy aranżacji, metraż, wymogi techniczne i koszty adaptacji potrafią zrobić różnicę między „dam radę” a „utknąłem w remoncie”.
W 2025 roku warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: czynsz nie jest tylko stawką „za metr”. W praktyce dochodzą opłaty eksploatacyjne, koszty wspólne (szczególnie w galeriach i parkach handlowych), czasem marketing obiektu, czasem dodatkowe wymogi dotyczące godzin otwarcia. A im dłuższe godziny otwarcia, tym większy koszt pracy. Dlatego franczyza „średniokapitałowa” bardzo często przegrywa nie na inwestycji, tylko na miesięcznej presji: stałe koszty robią się zbyt duże względem realnej sprzedaży.
Jeżeli ktoś chce mówić o franczyzie „w liczbach” uczciwie, to w tym segmencie najważniejsze jest nie to, czy startujesz za X czy Y, tylko jaki obrót musisz robić, żeby pokryć koszty stałe. W 2025 roku, przy minimalnym wynagrodzeniu 4666 zł brutto, nawet mały zespół szybko tworzy poważny miesięczny rachunek.
Franczyzy wysokokapitałowe: gastronomia w twardych kwotach
Gastronomia jest segmentem, który pięknie wygląda w marketingu i bywa brutalny w kosztach. Dlaczego? Bo oprócz lokalu masz drogie wyposażenie, często wymagającą adaptację (instalacje, wentylacja, zaplecze), a do tego wysoką wrażliwość na koszty pracy i energii.
Jeśli mówimy o najbardziej rozpoznawalnych markach, dobrym punktem odniesienia w Polsce są oficjalne wymagania finansowe McDonald’s. Na polskiej stronie McDonald’s widnieje informacja, że koszt zakupu wyposażenia restauracji wynosi średnio powyżej 5 000 000 zł (zależnie m.in. od sprzedaży uzyskiwanej dotąd w restauracji). To pokazuje skalę: są franczyzy, gdzie „gotowy biznes” oznacza milionowe wejście już na poziomie samego wyposażenia.
W 2025 roku takie projekty liczy się jak inwestycje kapitałowe: ważna jest nie tylko kwota startu, ale struktura finansowania, plan płynności, koszt długu, a także odporność na wahania kosztów stałych. W gastronomii dochodzi jeszcze jeden element: straty operacyjne na starcie (szkolenia, testy, błędy, rotacja). One nie są „porażką” – są naturalną częścią rozruchu. Tyle że trzeba mieć na nie pieniądze.
Franczyzy infrastrukturalne: stacje paliw i modele o barierze milionowej
Są też franczyzy, w których próg jest wysoki nie dlatego, że marka jest „droga”, tylko dlatego, że infrastruktura jest droga. Stacje paliw to dobry przykład – nawet jeśli model franczyzowy daje wsparcie, to skala inwestycji i tak jest znacząca. W publicznych opracowaniach branżowych pojawiają się informacje o minimalnym wkładzie własnym rzędu ok. 2–2,5 mln zł netto w przypadku franczyzy stacji ORLEN, przy zastrzeżeniu, że realne koszty zależą od lokalizacji i skali.
W 2025 roku tego typu biznesy są szczególnie wrażliwe na finansowanie: banki i leasingodawcy patrzą na ryzyko, zabezpieczenia, przepływy, a przedsiębiorca musi umieć „udowodnić” projekt liczbami, nie entuzjazmem.
Najważniejsza liczba 2025 roku: rezerwa na koszty stałe, a nie „wkład na start”
Jeżeli miałbym wskazać jedną liczbę, która w 2025 roku robi największą różnicę, to nie jest to opłata wejściowa ani nawet budżet remontu. To jest bufor na koszty stałe.
Bo w 2025 rosną i są bardziej odczuwalne:
koszty pracy (minimalne wynagrodzenie i presja płacowa),
składki i obciążenia przedsiębiorcy,
ryzyko w kosztach energii (wahania, umowy, stawki zależne od profilu zużycia).
W praktyce dwa biznesy o tej samej „cenie wejścia” mogą mieć kompletnie inną opłacalność, jeśli jeden ma niskie koszty stałe i szybciej buduje marżę, a drugi ma wysoką presję miesięczną i każdy słabszy tydzień zamienia się w nerwowe dopłaty.
Jak czytać „franczyzę w liczbach”, żeby nie dać się oszukać statystyce
W 2025 roku szczególnie warto patrzeć na cztery wskaźniki, zamiast na jedną kwotę „inwestycji”:
Pierwszy: próg rentowności, czyli ile sprzedaży potrzebujesz miesięcznie, żeby wyjść na zero po wszystkich kosztach stałych.
Drugi: czas dojścia do stabilności, czyli ile miesięcy realnie zakładasz, że biznes będzie wymagał dopłat lub będzie pracował na niższej marży.
Trzeci: struktura kosztów – czy największym kosztem jest lokal, praca, towar, energia, czy opłaty systemowe. To mówi, na co jesteś najbardziej wrażliwy w kryzysie.
Czwarty: plan finansowania i płynności – bo nawet dobry biznes może upaść, jeśli brakuje mu gotówki w kluczowym momencie (remont, zatowarowanie, opóźnienie otwarcia, słabszy miesiąc).
Podsumowanie: „gotowy biznes” w 2025 roku to widełki od tysięcy do milionów, ale zawsze z tym samym testem
Franczyza w 2025 roku potrafi zaczynać się od niskiego wkładu własnego (jak w modelu Żabki), a potrafi wymagać milionów. Są też modele infrastrukturalne, gdzie bariera jest wysoka z natury przedsięwzięcia (np. stacje paliw).
Ale niezależnie od skali, „gotowy biznes” przechodzi w 2025 roku ten sam test: czy masz nie tylko pieniądze na start, ale też finansowy oddech na rozruch i koszty stałe w realiach wyższej presji płacowej, składkowej i energetycznej. Jeśli tak – franczyza może być skrótem. Jeśli nie – nawet najlepsza marka nie przykryje braku płynności.
Artykuł zewnętrzny.





